

24 czerwca 2011
Zapraszamy do zapoznania się z ofertami adopcyjnymi naszych kotów, a także kotów osób prywatnych, które korzystają z naszej pomocy, aby rozgłosić informacje o adopcji.
Pilnie szukamy domów dla Kacperka ze Szczecina oraz burasków z Kątów. Sprawdźcie sami, jak śliczne są kotki, szukające domu :)
23 czerwca 2011
Serdecznie dziękujemy Fundacji Czarna Owca Pana Kota za zaproszenie do uczestnictwa
w warsztatach w Krakowie. Zdobytą wiedzę wykorzystamy na rzecz coraz bardziej skutecznych działań naszej Fundacji. Było fantastycznie! Pozdrawiam wszystkich uczestników warsztatów i dziękuję za wiele życzliwych porad! :)
15 czerwca 2011
Historia pewnej Kociej Mamy
Opowieść zaczyna się standardowo - wolno żyjąca kotka, ciąża, 4 maluszki, problem dla wszystkich. Standardowe działanie, które zostałoby podjęte? Zignorowanie problemu lub, w najlepszym wypadku, powiadomienie nas lub innej organizacji słowami: "ZRÓBCIE COŚ!"
Ktoś z nas dostałby apopleksji słysząc to wyrażenie po raz kolejny...
Tymczasem standardowy początek miał niestandardowe zakończenie. Napisała do nas e-mail Pani Ewelina. Dokładnie opisała sytuację kotki, znalazła kotce i maluchom dom tymczasowy, zrobiła ogłoszenia adopcyjne, rozwieszając je w różnych miejscach. Dzięki działaniom Pani Eweliny, kotki błyskawicznie znalazły nowy dom, a nawet przy okazji jeden z naszych kociaków został zaadoptowany!
Naszym zadaniem było przetransportowanie kotki z domu tymczasowego w Szczecinie, umówienie zabiegu sterylizacji, odebranie kotki i przechowanie jej przez kilka dni
w domu. Następnie część najprzyjemniejsza - wypuszczenie zwierzęcia do naturalnego dla niego środowiska.
Cała sprawa zakończyła się w ciągu ok. dwóch tygodni.
Tego właśnie poszukujemy - współpracy, współdziałania na rzecz kotów. Byliśmy zaskoczeni tak wspaniałą postawą, aktywną i zaangażowaną. Odpowiedzialną. Jeżeli możesz tak postąpić - zrób to, pomóż aktywnie!
Pamiętajmy, że więcej zdziałamy razem. Problem kotów jest tak samo nasz, jak i Twój.
A my oczywiście jeszcze raz serdecznie dziękujemy Pani Ewelinie za wspaniałą akcję! :)
7 czerwca 2011
Szanowni Czytelnicy naszej strony! Chcieliśmy wszystkim Wam SERDECZNIE podziękować!!!
Jesteśmy niezwykle mile zaskoczeni pozytywnym odzewem ze strony wielu, wielu osób.
Po pierwsze: zgłosiło się do nas wiele osób, które w ramach wolontariatu chciałby zająć się kotkami.
Jest to dla nas miłym zaskoczeniem, ponieważ gdy zakładaliśmy swoją organizację, pierwszym
i podstawowym naszym założeniem było: "Nie wypłacamy wynagrodzeń, wszystkie pieniądze przeznaczamy na koty".
Wielu ludzi wówczas mówiło nam: "za darmo nikt Wam nie pomoże", "musicie płacić, żeby znaleźli się ludzie do pracy".
A my z uporem wierzyliśmy, że są ludzie, którym zależy na kotach i którzy w tej sytuacji potrafią kierować się dobrocią serca, a nie korzyściami majątkowymi. Jest to potwierdzeniem naszej wiary w dobrych
i odpowiedzialnych ludzi! Dziękujemy!
Po drugie: zgłosiły się do nas osoby, które zaoferowały użyczenie swego mieszkania jako domu tymczasowego dla naszych kotków. Skorzystaliśmy z tego na tyle, na ile pojawiła się taka konieczność. Jesteśmy ogromnie wdzięczni! Dzięki temu koty mają opiekę, są gotowe do ewentualnej adopcji, w cieple i serdeczności dochodzą do zdrowia po chorobach. Dziękujemy!
Po trzecie: Dziękujemy wszystkim, którzy adoptowali nasze koty. Staraliśmy się znaleźć im jak najlepsze domy i ufamy, że znaleźliśmy!
Po czwarte: Dziękujemy wszystkim, którzy nas wsparli finansowo. Każdy grosz jest dla nas niezwykle istotny. Przypominamy, iż wszystkie pieniążki, otrzymane od Państwa, przeznaczamy na rzecz kotów, tj. ich sterylizacje lub kastracje (zrezygnowaliśmy z darmowych sterylizacji kotów z terenu Gminy Goleniów, sterylizujemy odpłatnie tylko w gabinetach Pana doktora M. Sypienia i Pani doktor A. Szyjki), dokarmianie, opiekę na kotami, leczenie...
Po piąte: Chcemy również podziękować za wszystkie inne formy pomocy: za wykonywanie profesjonalnych zdjęć, systematyczną pracę na rzecz Fundacji w postaci sporządzania plakatów, cegiełek, ulotek oraz filmów promujących naszą działalność, za nieustanną pomoc przy redagowaniu naszej strony internetowej, za wydruk plakatów i ulotek, zbieranie karmy i pieniędzy dla naszej organizacji, za rozgłaszanie informacji o nas, naszej stronie internetowej i o kotkach, które u nas czekają na adopcję, za dodawanie odsyłaczy do naszej strony na własnych stronach, profilach na forum i na facebooku, za liczne informacje na temat kotów, a także na temat darmowych szkoleń, możliwości pozyskania pomocy finansowej itd., za fantastyczne pomysły i liczne "burze mózgów" pt. "Skąd wziąć pieniądze? Jak uświadomić ludziom, że sterylizacje są potrzebne? Jak pomóc kotom?" itd., za życzliwe podpowiedzi, wspieranie naszych poczynań, a także za sympatię i życzliwość, którą nas Państwo darzą... Za słowa: "Chcielibyśmy Państwu jakoś pomóc w tych działaniach na rzecz kotów".
DZIĘKUJEMY! To dla nas prawdziwy zaszczyt móc z Państwem współpracować :)
29 maja 2011
Historia pewnego Zucha
Sprawa zaczęła się groźnie. Pewnego dnia zadzwoniono do nas, że znaleziono kotka, który "ledwo żyje". Kotka zostawiono w koszyku pod siedzibą Fundacji. Przyjechaliśmy od naszych tymczasów najszybciej jak to było możliwe. Kotka nie było.
Zgłosili się do nas ludzie, którzy go znaleźli. Okazało się, że został on znaleziony na ulicy Sportowej w Goleniowie, gdzie dogorywał. Wspaniali ludzie, którzy się nim zajęli zawieźli go od razu do doktora Sypienia. Kotkiem szybko się zajęto, a my mieliśmy kontynować leczenie.
Kot jednak po zastrzykach poczuł się tak dziarski, że zwiał...
To, jak się okazało później, standardowa cecha jego charakteru.
Następnego dnia kota odnaleziono, w fatalnym stanie, z mrówkami chodzącymi po jego ciele. Odłowiliśmy go i zabraliśmy do domu tymczasowego. Natychmiast przystąpiono do leczenia zwierzęcia. Kot kucał tylko w klatce, brudny, zaniedbany, osowiały.
Byliśmy przekonani, że na tym zakończy się historia kotka Zucha.
Jednak Zuch był bojowym kocurem, odważnym i chyba chciał żyć. Zawoziliśmy go do weterynarza co dzień, podawaliśmy tabletki, specjalną karmę. Zuch tymczasem, jak na zucha przystało, bardzo dzielnie wszystko znosił, a jego stan się poprawiał. Ostatecznie kot wyzdrowiał. Zaczął się myć, normalnie jeść, wylegiwać na słońcu, polować, załatwiać swoje potrzeby na dworze. Uznano nawet, że pora na kastrację zwierzęcia.
Po kilku ucieczkach z domu tymczasowego, zaczął powoli oswajać się z nami. Nawet pewnego razu przyszedł do Justyny i ułożył się obok niej na leżaku.
Chyba przyszedł się pożegnać, bowiem następnego dnia opuścił nas i już nie powrócił. Mimo poszukiwań po całej okolicy, Zucha nie odnaleziono.
Wciąż na widok burasa w okolicy, serce zaczyna nam szybciej bić, bo "Może to Zuch?" Niestety, kotka nigdzie nie widać.
Trzymaj się, kocie! Wszyscy mamy nadzieję, że znalazłeś sobie najlepszy dla Ciebie dom...
17 maja 2011
Jako iż Fundacja "Czarny Kot" rozpoczęła swoją działalność, a okres jest sprzyjający kocim narodzinom, niejednokrotnie pojawiają się pytania lub sugestie, dotyczące naszej działalności. Odpowiadam na nie.
1. Znalazłem kotka, zabierzcie go ode mnie.
Z wielką chęcią! Ale nie mamy gdzie. Wszystkie koty są dla nas prześliczne, kochane i wszystkimi chcielibyśmy się zająć, jednak nie mamy takich możliwości ani lokalowych, ani finansowych. Przyjmujemy koty do domów tymczasowych TYLKO w przypadku ich choroby, przechowania ich przed i po zabiegu sterylizacji lub kastracji (jedyne 24-48 godzin), w przypadku kociąt, których kocia matka zaginęła lub z innych powodów nie zajmie się młodymi lub w innych przypadkach zagrożenia życia zwierzęcia, gdy pozostanie ono w dotychczasowym środowisku.
2. Dlaczego?
NIE JESTEŚMY SCHRONISKIEM.
Po pierwsze: Kot zabrany pod opiekę najczęściej jest wyrwany ze swojego dotychczasowego środowiska. Jeżeli nie jest przeznaczony do adopcji i nie grozi mu bezpośrednie niebezpieczeństwo wydaje się bezzasadne zamykanie go w ciasnym pomieszczeniu i zmuszanie do przebywania w zamknięciu. Zamknięty kot wcale nie jest szczęśliwszym zwierzęciem i sami wiele razy zastanawiamy się czy zwierzę nie byłoby dużo bardziej radosne mogąc przebywać w swoim naturalnym środowisku.
Po drugie: Kot zabrany do domu musi być karmiony, co wymaga sporej ilości pieniędzy. Tych Fundacja nie posiada zbyt wiele, ponieważ cały dochód fundacji pochodzi TYLKO I WYŁĄCZNIE z dobrowolnych darowizn. Nie mamy żadnego gwarantowanego dopływu środków. Najwięcej darowizn przekazuje sam Zarząd fundacji i proszę mi wierzyć, że przekazujemy ile tylko można. Kot na wolności może być dokarmiany, ale dokarmianie jest czymś zupełnie innym pod względem finansowym niż żywienie.
I po trzecie: Rzecz jasna, ostatecznie musielibyśmy mieć miejsce, do którego kota zabierzemy. W tej chwili w domach tymczasowych (rozsianych po różnych częściach miasta i poza nim) znajduje się 8 kotów tymczasowych. Każde z tych zwierząt wymaga zaspokojenia podstawowych potrzeb: dostarczenia mu karmy i czystego żwirku (wszystko to niemało kosztuje), uwagi i opieki (co zajmuje z kolei sporo czasu). Dodatkowo każdy z nas ma swoje koty (także ukochane przybłędy – ogółem 13 sztuk).
Naprawdę nie ma gdzie przechowywać wszystkich tych słodkich kotków, które potrzebują domu.
Nie stworzymy nagle z niczego schroniska, choć taki w przyszłości twór na kształt schroniska będzie naszym celem. Na to jednak Fundacja potrzebuje pieniędzy, i to niemałych.
3. Krótko o finansach:
Krótka lista: darowizny uzyskane od osób spoza Zarządu i wolontariuszy Fundacji od 29 listopada 2010 roku (czyli od rozpoczęcia działalności): 110,00 zł.
Leczenie jednego chorego kota: 50,00 zł.
Odrobaczenie 5 małych kotków: 20,00 zł (cena bardzo obniżona przez Panią doktor na rzecz Fundacji).
1 opakowanie mleka dla kociąt: 10,00 zł (starcza na 2 dni, kocięta przebywają u nas ponad 3 tygodnie i samo mleko już im nie wystarcza).
Za wszystkie darowizny z całego serca dziękujemy!
Natomiast wszystkie pozostałe opłaty: na wszystkie wymienione sterylizacje, niezbędną karmę, żwirek, na organizację i druk ulotek, wizytówek, usługi księgowe - to świecące pustkami prywatne kieszenie członków Zarządu i wolontariuszy.
4. Jak więc możecie pomóc?
Rozgłaszając oferty adopcyjne. Najwięcej osób chętnych do adopcji kotków dotychczas pojawiło się poprzez oferty na portalach internetowych. Informujemy, że posiadasz kotki, które uważasz za dobre do życia z człowiekiem. Podajemy kontakt do Ciebie. W razie czego, pomagamy zorganizować transport.
Uprzedzamy jednak, koty takie NIE SĄ kotami, które Fundacja wzięła pod opiekę. Nie robimy tego ze złej woli – raczej pewnego razu dobre intencje obróciły się przeciwko nam. Ktoś uznał, że kotek jest doskonały do adopcji, okazało się, że raczej do adopcji do zoo jako namiastka dzikiego, azjatyckiego tygrysa.
5. Jaki jest kot odpowiedni do adopcji?
Kot adopcji musi lubić towarzystwo ludzi, raczej preferowane są osobniki spokojne, łatwo przystosowujące się do nowych warunków. Ludzie najczęściej przepadają za kotkami, które przyjdą przytulić się do właściciela i będą głośno mruczały z zadowolenia.
Nietrudno bowiem zgadnąć, co bardziej żywiołowy kotek zrobi z firankami w mieszkaniu lub choinką z mnóstwem ruchliwych i radosnych bombek. Albo jak kot, który nie lubi ludzi zachowa się, gdy przyjdą goście – ot, posprząta kurz spod szafy i foteli, czasami z rozpędu sprawdzi co tam interesującego jest za lodówką lub w piekarniku, w ostateczności pozostawi gościom ciekawy ornament na dłoni.
Jeżeli kotek nie spełnia niektórych warunków do przebywania z ludźmi, napisz o tym, aby nikt później nie czuł się oszukany. Może potrzebuje on nieco czasu, aby zaufać ludziom – o tym też warto uprzedzić.
6. Dlaczego wobec tego istnieje fundacja, która ma ograniczony zakres działania?
Z prostej przyczyny – żadna fundacja nie ma pełnej możliwości działania tak, jakby tego chciały i osoby nią zarządzające, i korzystające z jej pomocy. Warto zadać sobie pytanie czy fakt, iż nie można zrobić wszystkiego jest wystarczający do tego, aby nie podejmować jakiejkolwiek inicjatywy. Naszym zdaniem lepiej zrobić choć trochę niż nic.
7. Nie odbieracie telefonów, nie ma Was w siedzibie Fundacji, wysłałem maila i czekam...
Odpowiadam prosto: Zarząd też ludzie. Wolontariusze chyba też. Nie jesteśmy strażą dla zwierząt. Obawiam się, iż jesteśmy zwyczajnymi ludźmi, których nękają standardowe problemy: rano trzeba wstać, iść do pracy, pracować rzetelnie przynajmniej przez kilka godzin, wrócić i czymś się posilić. Ciąg dalszy trochę się różni od standardu, jednak ma cechy obowiązków: wyjazdy do domów tymczasowych, aby zaopiekować się kotami, kupić i dostarczyć karmę i żwirek dla nich, poprzebywać z nimi, jechać do weterynarza (zastrzyki, zabiegi) – wszystko to w pośpiechu, bo sklep do 18, bo weterynarz do 18, bo koty głodne...
A podobnie jak wszyscy ludzie musimy nieraz odpocząć. Rzadko, bo rzadko, ale zdarza nam się.
Co więcej, telefon ma tę cechę, że dzwoni, gdy jesteśmy u weterynarza na zabiegu i trzymamy ruchliwego kota. Albo w momencie, gdy mały kot odgryza kawałek smoczka z butelki i usiłuje go z apetytem zjeść. Albo gdy maluch właśnie wspiął się po drzewie i siedzi na dachu budynku przeraźliwie miaucząc, a prezes go usiłuje złowić metodą na "kici kici, chodź, tu jest miseczka” albo rozważając opcję wspinaczki po drzewie.
Oddzwonimy. Jeżeli sprawa jest pilna, napisz smsa. Odpowiemy. Preferujemy kontakt mailowy, codziennie bowiem sprawdzamy pocztę elektroniczną i możemy na spokojnie ustalić jakie podejmiemy działanie w określonej sprawie.
I na zakończenie: wszystkim osobom, które nam pomagają w jakikolwiek sposób SERDECZNIE DZIĘKUJEMY! Za każdy grosz, przeznaczony na naszą Fundację, za każdą darowiznę w postaci karmy dla kotów, za adopcję naszych kotków, za zaangażowanie i dobre słowa.
21 kwietnia 2011
Otrzymaliśmy telefon o pięciu kotkach pod goleniowskim stadionem. Przyjęto je do domu tymczasowego, gdzie uczą się na razie pić mleko ze spodka i korzystać z kuwety. Po odchowaniu będą czekały na nowy dom. Więcej w dziale "Adopcje".
Na zdjęciu: Zainteresowany Ogonek. Fot.: Łukasz Gajewski
LICZNIK ODWIEDZIN: